poniedziałek, 19 marca 2012

Sposób na "Blondynkę na językach" Beaty Pawlikowskiej

Jak się jednak okazało post dotyczący moich materiałów do nauki rosyjskiego będzie ode mnie wymagał troszkę większego zaangażowania, więc dziś postanowiłam poruszyć inny, nurtujący mnie temat.

Na książkę „Blondynka na językach” czekałam na długo przed jej premierą, która miała miejsce 1,5 roku temu. Kiedy tylko na stronie empiku pojawiła się zapowiedź, szukałam wszelkich informacji na temat nowej pozycji Pani Pawlikowskiej. Opis wydawał się niezwykle kuszący, a osoba Beaty Pawlikowskiej, podróżniczki z wieloletnim doświadczeniem, bardzo wiarygodna  w kwestii nauki języków obcych. Podczas wizyt w Empiku zawsze wypatrywałam nowej książki, jednak premiera się opóźniała. Pewnego dnia z ciekawości wstąpiłam do jednej z poznańskich księgarni w poszukiwaniu całkowicie innej pozycji. Z przyzwyczajenia podeszłam także do półki z książkami do nauki języków. Jakież było moje zdumienie, kiedy zobaczyłam „Blondynkę na językach”. Niestety książka była zafoliowana, więc nie mogłam zapoznać się z zawartością. Był to jednak jeden z tych dni, kiedy miałam niezbyt dobry humor i zakup nowej książki wydawał się dobrym pomysłem na poprawę samopoczucia. W planach miałam jeszcze kurs z j. rosyjskiego, ale zaryzykowałam i w ciemno zakupiłam książkę Pawlikowskiej.


Dzień był bardzo deszczowy, więc z treścią zapoznałam się dopiero będąc w domu. Z przerażeniem otworzyłam książkę i od razu pożałowałam swojego zakupu. Skusiłam się na wersję Angielski USA i szczerze przyznam, że oczekiwałam „cudów”. Niestety, gdy zobaczyłam suche zdania na poziomie początkującym i  zapoznałam się z „metodą” jaką proponuje nam Pani Pawlikowska byłam załamana. Książka wylądowała wciśnięta na regale, głęboko pomiędzy zapomnianymi książkami….

Kolejne spotkanie z „Blondynką na językach” miałam w okolicy lata zeszłego roku, kiedy te książki do języków zawitały do Biedronki w całkiem przystępnej cenie 9,90zł za sztukę Sama nie wiem dlaczego, ale spoglądnęłam wtedy na nie łaskawszym okiem i zdecydowałam się na pozycję do włoskiego, a od mojego lubego dostałam „blondynkę” do niemieckiego. Oczywiście pełna entuzjazmu i planów na przyszłość szybko zapoznałam się z obiema książkami, ale tylko na tym poprzestałam….

Aktualnie „Blondynkę na językach” widuję w hurtowych ilościach w księgarniach z tanimi książkami, więc jak widać nie tylko mi nie przypadła ona do gustu. Postanowiłam jej jednak dać drugą szansę i nie skreślać całkowicie- w końcu skoro już je mam, to czemu nie skorzystać?

Tutaj pojawia się pytanie do was: Czy ktoś z Was ma może jakiś własny sposób nauki z tej książki? Może ktoś ma do zaproponowania własną metodę? Spotkaliście się już z ta pozycją?

Czekam na wszelkie sugestie i pomysły jak podejść blondynkę ;) !

72 komentarze:

  1. Ja niestety Ci nie pomogę jeżeli chodzi o wątpliwości, bo nie posiadam na razie tych pozycji i jakoś nie ciągnie mnie do ich kupna. Dla mnie sucha nauka słówek i zdań jest bez sensu, sama mogę sobie zrobić takie listy i mam 10zł w kieszeni, ale tak samo jak klejki - nie skreślam z listy, bo różnie bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się znaleźć sposób na te suche zdania :D może jednak jest jeszcze jakaś szansa dla tych książek....

      Usuń
  2. Niestety, też mam tą książkę w wersji dla angielskiego brytyjskiego i niemieckiego. I niestety, też stoi na regale i czeka na lepsze czasy. Cóż, tak to jest, gdy nakupuje się zbyt dużo książek, nie wiadomo, za co się zabrać w pierwszej kolejności. Ech, czy zna ktoś ten ból?

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy :P Ja w każdym razie mam hopla na punkcie kupowania materiałów językowych i jakbym miała więcej kasy to pewnie jeszcze więcej miałabym wszystkiego a i tak spora część leży na półce i czeka na moją dobrą wolę ;)

      Usuń
    2. Ja też mam tak, że kupuję jak głupia materiałów do nauki języków no i później większość leży - dzisiaj na przykład kupiłam sobie fiszki do francuskiego :p

      Usuń
    3. M. witaj w klubie Anonimowych Kupowaczy materiałów z języków. Niestety mój mężczyzna na dodatek wspiera to paskudne uzależnienie i kupujemy wszystko "na spółkę" przez co oboje mamy czyste sumienie ;). Na szczęście teraz na nowo odkrywam stare materiały, więc nie jest ze mną aż tak źle.

      Emalja- fiszki są dobre ! Tego zakupu nie pożałujesz ;) !

      Usuń
    4. Tak mi się przypomniało: Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy :P

      Usuń
    5. Święta prawda! Myślę, że aktualnie do szczęścia potrzeba mi dwóch słowników :]

      Usuń
    6. @Aleksandra
      W takim razie Wam obojgu składam wyrazy współczucia. I pomyślcie o kupieniu zawczasu dodatkowych regałów ;)

      M.

      Usuń
  3. Mnie w ogóle nie przekonuje metoda pani Pawlikowskiej - może dlatego, że z prawdziwą metodą ma to niewiele wspólnego;) Jednak jestem świadoma tego, że ja w ogóle nie wierzę w "cuda" i myślę, że języka trzeba się po prostu UCZYĆ i żeby go UMIEĆ nie wchodzą w grę żadne magiczne sposoby;) Niemniej jednak życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na upartego z tych książek też można się UCZYĆ tylko kwestia, czy ktoś zdoła w tak monotonny sposób faktycznie opanować język na jakimś przyzwoitym poziomie. Nie powiedziałabym, że metoda Pawliwowskiej zalicza się do tych magicznych, raczej do klasycznego wkuwania i ciągłego powtarzania tego samego, aż utkwi w pamięci.

      Usuń
  4. Ja chciałem ją kiedyś kupić, ale wolałem zaopatrzyć się w nowe przygody Felixa, Neta i Niki :] Chyba to był dobry wybór!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie korzystałam, ale moja mama uczyła się angielskiego z tej książki i bardzo sobie chwaliła. Myślę więc, że znajdą się zwolennicy tych kursów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolmanka: O ! A mogłabyś zapytać czy korzystała z zaproponowanej metody czy może coś zmodyfikowała?

      Usuń
  6. No ja chociaż jestem fanem Beaty Pawlikowskiej jej książek do nauki języków osobiście nie polecam. Kupiłem wersję do niemieckiego i otworzyłem może tą książkę 4 razy, obecnie leży na półcee.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli widzę, że wiele osób poleciało na to nazwisko... Może nas jeszcze oświeci i zmienimy zdanie ;)

      Usuń
  7. Żadnej książki do nauki języków Beaty Pawlikowskiej nigdy nie kupiłem, ale będąc w księgarni parę razy się natknąłem na to wydanie. Jest multum pozycji doradzających jak najefektywniej uczyć się obcego języka, a po przeczytanych opiniach według mnie raczej w tym przypadku nie warto ryzykować, aby po paru dniach odłożyć na półkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jest tak jak piszesz - multum poradników wszelkiej maści obiecujących nauczenie się języka w jeden miesiąc, ba nawet w dwa tygodnie. W ogóle nie kupuję tego typu poradników, ponieważ uważam je w większości przypadków za stratę pieniędzy (które można wydać na jakieś książki do gramatyki, słówek, ba, nawet jakaś uproszczona lektura czy książka w innym języku - przyp.). Cieszę się, że kiedyś w Empiku przejrzałem pod rząd kilka takich rewelacyjnych poradników i był to zimny prysznic. W sumie skoro takich poradników jest na półkach od zastrzęsienia, musi jednak być na nie popyt - cóż, ludzie wierzą, że to im pomoże.

      M.

      Usuń
    2. Ja bym takich książek nie skreśla tak od razu. Często jak się do nich podejdzie z głową, można naprawdę wiele wyciągnąć z pozycji typu "XXX w miesiąc"- szczególnie, że jak się wczytamy, to nikt nam tam nie obiecuje, że będziemy Szekspira czytać w oryginale, a raczej będą to podstawy, które pozwolą nam się komunikować w codziennych sytuacjach. Wydaje mi się też, że często takie "zwodzenie" dotyczy tych najpopularniejszych języków, których ludzie uczą się, bo muszą i chcą wierzyć w takie cuda.

      Usuń
    3. W takim razie może jednak potraktować je jako takie "małe wprowadzenie" do nauki. Bo przyznam się szczerze, że samouczka "w 30 dni" wiele nie udało mi się osiągnąć. Osłuchać z językiem, popróbować sklecić jakieś proste zdania - owszem, ale do poważniejszej nauki to się oczywiście nie nadaje :)

      M.

      Usuń
  8. Ja kupiłem niemiecki, włoski, francuski i hiszpański i powoli wpisuję w anki - jak na takie suche zaznajomienie się z podstawowymi słowami i zwrotami plus tym, jak się co wymawia - bardziej niż ujdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Tomku za opinię, faktycznie dobry materiał do Anek, o tym nie pomyślałam !

      Usuń
  9. Ksiazki takie jak Blondynka na językach to strata czasu i papieru - czy ktos poczatkujacy może np nauczyć sie francuskiego z tej pozycji ?
    Przeciez tu nie ma nawet materiałów dzwiekowych - a wszyscy wiemy jak francuski jezyk jest zapisywany a jak inaczej sie go czyta.
    A jak ktoś juz wie jak sobie z tym radzić to nie jest poczatkujacy i tym bardziej ksiażka mu sie nie przyda.
    Tragedia te książki i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie książki POSIADAJĄ materiał dźwiękowy- wystarczyło popatrzeć na załączone do posta zdjęcie, więc akurat ten argument nie jest za dobry....
      Czy osoba, która wie jak się czyta francuskie zwroty naprawdę nie jest już początkująca? Tutaj bym polemizowała...
      Nie bronię tych książek ale pomimo mojego zaawansowania w angielskim i tak znalazłam tam wiele zwrotów, których nie znałam. Rozumiem, że nie kupił/kupiłabyś tej książki, ale troszkę dziwi mnie takie krytyczne podejście do książki, której się nawet nie widziało.

      Usuń
    2. Jak czegos nie znałas to nie pisz ze jestes zaawansowana w angielskim bo sie sama ośmieszasz koleżanko

      Usuń
    3. To, że ktoś jest zaawansowany , nie oznacza, ze jest alfą i omegą i wie wszystko. Poza tym kłania się czytanie ze zrozumieniem, "mój poziom zaawansowania" nie oznacza JESTEM ZAAWANSOWANA.
      Z tego co mi wiadomo to koleżankami nie jesteśmy, szczególnie jeśli nie potrafisz podpisać się pod swoimi wypowiedziami tylko występujesz jako "Anonimowy".
      Dla mnie EOT.

      Usuń
    4. Co ty gadasz dziewczyno - pisałaś "mimo mojego zaawansowania w angielskim" a nie o jakimś swoim poziomie.
      Jak nie umiesz zrozumiec co sama piszesz to nie uzywaj takich słow bo sie kompromitujesz.

      A jak sama wiesz że nie jestes zaawansowana w angielskim to nie wypisuj "mimo mojego zaawansowania" bo sie już sama placzesz w zeznaniach.

      Żałosne nawet sie przyznac nie potrafisz do błedów.

      Usuń
    5. Straszne się skompromitowałam! Udaję, że jestem zaawansowana, a nawet nie znam wyrażeń z Blondynki! Na dodatek nie potrafię używać języka polskiego! Mea culpa !
      Dla Twojej wiadomości definicja z SJP:
      ▸ zaawansowanie
      opcja w rozszerzeniu, wyżej w hierarchii od podstawowej

      Najpierw sprawdź coś zanim napiszesz kolejny złośliwy komentarz.
      Może zaraz wyskoczysz z klasyfikacją poziomu języków wg. Rady Europy? Nie nie jestem C2 i mam prawo nie wiedzieć wielu rzeczy, więc chylę czoła przed Twoją doskonałością.

      Żałosne to jest to co robisz w tych komentarzach-widać, że nie masz czym się w życiu zająć i pogadamy jak wyrośniesz z hejterstwa :].

      Usuń
    6. Ja mam 34 lata dziewczynko i jestem juz dojrzała kobietą wiec nie pozwalaj sobie dziecko drogie.

      Usuń
    7. Aleksandra kochanie, skończ lepiej dyskusję z tą no powiedzmy jak to się nazwała dojrzałą kobietą, bo widać, że nie ma co ze sobą robić i jej wypowiedzi tylko śmieszą ;)

      Ludzie chyba naprawdę mają tak nudne życie, że muszą się czepiać każdego szczegółu :P Coś nie pasuje? Nie czytaj! Nie komentuj! To nie jest obowiązek tylko dobra wola! Można oczywiście krytykować, ale to ma być zdrowa krytyka a nie wyśmiewanie innych. To, że jest się anonimowym i jest się w internecie nie daje prawa do zgrywania nie wiadomo kogo.

      Pozdrawiam! ;)

      Usuń
    8. Ola - daj spokoj, szkoda klawiatury :)

      Anonimowa - Troll harder!

      Usuń
  10. Poza tym sama Pawlikowska to taka marna i zadufana w sobie kopia Cejrowskiego , wielka niby podróżniczka kreujaca sie na niewiadomo kogo - wole Martyne Wojciechowska hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyskusja nie tyczy się sympatii i antypatii w stosunku do podróżników ;)

      Usuń
    2. Ja bede pisała co mi sie podoba

      Usuń
  11. Ja nie jestem zwolenniczką z serii Blondynka... Chciałam kupić, ale najpierw przejrzałam w empiku. Wolałabym tę kasę wydać na supermemo - samouczek.
    Myślę, że wrzucenie tego w Anki, jak ktoś wcześniej napisał, byłoby dobrym sposobem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się troszkę pospieszyłam i kupiłam zanim Blondynka weszła do empiku i można ja było obejrzeć ;)
      Na szczęście z niemieckiego i angielskiego posłuży mi tylko do szybkiej powtórki a z włoskiego raczej w celu zapoznania się z językiem,a nie konkretnej nauki.

      Usuń
  12. ja również jestem przeciwniczką Blondynki. Niestety w tym przypadku - sprawdziło się moje zdanie, że jeśli ktoś jest dobry w jednym to niech nie zabiera się za drugie, o którym nie ma za bardzo pojęcia...

    Jedyna opcja jaką widzę to to co napisałaś sama - zapoznanie się z językiem, szybka powtórka, nic więcej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Swoja droga można gdzies posluchac jak ta Pawlikowska mówi w tych kilku jezykach ??

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja uczennica z włoskiego ma "Blondynkę...", ale nie jest zbyt zadowolona. Mimo, że ma 14 lat i jeszcze z pewną naiwnością podchodzi do wszystkich "cudownych" metod tutaj się zawiodła. Mówi, że książeczka jest sucha i mało wartościowa. Ja tylko rzuciłam na nią okiem i też mi się taka wydaje. Jest zdanie-tłumaczenie itp. Ale rzeczywiście, to wpisywania w Anki pasuje idealnie :)
    Co do wpisów Anonima, który nawet nie ma odwagi się podpisać...nie przejmuj się! Wszędzie trafiają się takie zakompleksione trolle. Wiem, że potrafią zepsuć humor, ale właśnie o to im chodzi. Także olej ich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raija a możesz mi coś więcej powiedzieć na temat błędów we włoskiej wersji? Zauważyłaś coś może przy takim pobieżnym przeglądnięciu?

      Usuń
    2. Ja kupiłam włoski. Najpierw postanowiłam zacząć z Blondynką naukę, a potem rozszerzać wiedzę o inne kursy. Okazało się jednak, że książka jest dobra, owszem, do nauki słówek ale dla mnie nie wystarczająca. Podobno lektorem jest rodowity Włoch. Nieprawda. Za każdym razem czyta nieme h :) Zakupiłąm kurs włoskiego z ESKK (starego typu z allegro) i widzę różnicę i drobne błędy w "Blondynce". Książki nie skreślam, bo nauczyłam sie sporo, dalej słucham w samochodzie, ale nie można nazwać jej podręcznikiem. Jest bardziej pomocą do poszerzenia słownictwa :)

      Usuń
  15. A mi ta książka bardzo pomaga w przełamaniu baraiery językowej tzn. dzięki niej uczę się mówić, oprócz ,,zakuwania'' czystej gramatyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię, bo lepszym zapoznaniu się z książką podzielam Twoje zdanie :)

      Usuń
  16. Też zaopatrzyłam się w książki z tej serii. Niestety, tak jak wielu z Was, nie jestem z nich zadowolona. Ponadto odnoszę wrażenie, że niektóre zdania mogłyby brzmieć inaczej (np. we francuskim niektóre z rzeczy tłumaczono mi inaczej - więc co za tym idzie struktura wypowiedzi też jest inna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety o francuskim nie mam zielonego pojęcia, więc nawet nie mogę się wypowiedzieć, :(

      Usuń
  17. A mi ,,Blondynka na językach'' otworzyła okna na świat - na naukę języków. Nigdy wcześniej nie chodziłam na dodatkowy angielski, nie miałam prywatnych lekcji, więc niczego nie wyniosłam ze szkolnych lat oprócz suchej gramatyki, paru słówek i zniechęcenia. I pewnego dnia koleżanka podsunęła mi Blondynkę. Zaczęłam słuchać i...wciągnęłam się. Codziennie szykując się do pracy, słuchałam zdań i powtarzałam je. Odblokowałam swoją blokadę w mówieniu i...polubiłam naukę języków. Osobiście gorąco polecam tę książkę, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu musi ona przypaść do gustu. Ja jestem typowym słuchowcem i bardzo szybko uczę się na pamieć tego co usłyszę. Dzięki temu i dzięki książce automatycznie buduję nowe zdania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak można coś z tej książki wyciągnąć :)!
      Czekam na dokładniejszą recenzję tej książki na Twoim blogu.

      Usuń
  18. Podobno ona dała tylko pomysł i napisała kurs po polsku, reszte tłumaczy wydawnictwo , wiec ciezko powiedzeić czy wszystkie błedy to faktycznie jej wina.
    Mahu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślałam, że jej był tylko pomysł....

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Czeski bardzo dobrze, troszkę mu słowacki przeszkadza, ale najbardziej chyba mój nowy szatański pomysł na drugi kierunek studiów ;)

      Usuń
    2. OMG jakiż to!!! Jakiż to kierunek!

      Usuń
    3. emajla - spokojnie ;)
      Nie mniej, przylaczam sie do pytania :)

      Usuń
  20. a ja uważam że kurs Beaty Pawlikowskiej jest fantastyczny! ale wynika to z moich przeszłych doświadczeń z nauką języków. generalnie - system którym uczy się w szkole nie jest dobry, a przynajmniej nie dla wszystkich. mnie w tym kursie podoba się najbardziej to, że już od pierwszej lekcji mówisz. bo na tym polega cały kurs. i masz prawo popełniać błędy, nikt cię za to nie karci, ważne żeby się doskonalić. wreszcie znalazłam coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się, kurs jest super. Kupiłam włoski, angielski i niemiecki. Początkowo czytałam sobie książki, tak z ciekawości. Z ciekawości też jakieś dwa tygodnnie temu włączyłam płytę z włoskim w samochodzie i to był strzał w 10 tkę. Niesamowite, ale tak łatwo zapamiętuję, że gadam do męża po włosku. Super kurs dla ludzi którzy chcą po prostu umieć się dogadać w hotelu, sklepie, knajpie i z przypadkowym przechodniem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Cześć, mam angielski-europejski Pawlikowskiej i uważam, że jest to świetna pozycja do nauki mówienia. Poszukuję angielskiego - USA, chętnie odkupię: andromeda2111@gmail.com. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. świetna książka! ja mam osobiście tą do niemieckiego, co prawda przed rozpoczęciem kursu trochę już niemiecki umiałam, ale kurs pani Pawlikowskiej odnowił zapomnianą wiedzę, a co najważniejsze zaprezentowany tam sposób naprawdę bardzo efektywnie wpływa na zdolność komunikowania się w danym języku. Ja w każdym bądź skończeniu książki mówię po niemiecku co mam na myśli co wcześniej było tylko dalekim marzeniem ;)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja Blondynka niestety leży na półce i czeka... Mam angielski i włoski. Jako, że angielskiego uczę się sama, w szkole i na dodatkowych lekcjach, to tutaj nie ma problemu - czasem sobie włączam, słucham tak na chybił trafił - byle coś przypomnieć czy coś nowego poznać. Gorzej z włoskim, bo jestem samoukiem w dodatku zaczynającym. Jednak myślę, że może nie tak na upartego, by perfekt poznać ten język, ale bardziej dla przyjemności dałoby się z tą książką?

    OdpowiedzUsuń
  25. Hey There. I discovered your blog using msn. That is a very smartly
    written article. I will make sure to bookmark it and return to learn more
    of your useful info. Thanks for the post. I'll certainly return.

    Here is my website ... unlock iphone 5
    My web page - unlock iphone 4

    OdpowiedzUsuń
  26. "To nie jest podręcznik do NAUKI języka obcego. Jest to kurs rozmawiania w języku obcym."...

    OdpowiedzUsuń
  27. propozycje książki pawlikowskiej dostałam od mojego szwagra i jestem z tej ksiązki bardzo zadowolona dużo się naauczyłam i bardzo szybko polecam

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam
    Mieszkam we Francji pracuje i ucze sie jezyka w wolnych chwilach Blondynka na Jezykach to dobra ksiazka sporo zwrotow przydalo mi sie w pracy w sklepie w resteuracji itp.wczesniej uczylem sie troche szlolna metoda ze zwyklego podrecznika same regolki wam nie pomoga trzeba znac gotowe zwroty i zania a znajoc pojedyncze slowa nie zbudujecie prawidlo zania w jezyku francuskim.Znam tu ludzi ktozy uczyli sie francuskiego w szkolach srednich przez kilka lat i tak naprawde nie wiele umia jak by nie super markety to nie umieli by sobie kupic podstawowych produktow w normalnym sklepie,chyba ze pokażą palcem.Po wyjezdzie do innego kraju dopiero mozna sie przekonac co warta jest Blondynka

    OdpowiedzUsuń
  29. Moja metoda, wypróbowana osobiście, jest taka: zakupić książkę po ang. np."Memories of a Geisha"-POLECAM!!! (dostałam na gwiazdkę, zaczynałam ją kilka razy i nie mogłam zacząć ale jak już za 10-tym razem zaczęłam to nie mogłam sie oderwać), do tego, tego samego dnia, po przeczytaniu paru stron, posłuchać audiobooka po ang.-do znalezienia w necie (lub odwrotnie, najpierw audiobook a potem książka) i tak codziennie, bardzo wciąga, atakujemy mózg poprzez czytanie i słuchanie, pracuje się na najwyższych obrotach, nauka poprzez świetna zabawę, brakuje tylko trzeciego elementu-mówienia ale można zawsze czytać ksiązkę na głos w domowym zaciszu. Potem obejrzałam jeszcze film w wersji ang;-) Tak samo zrobiłam z "Eat Pray Love", książka po ang. do czytania i audiobook po ang. do słuchania-POLECAM, czyta sie i słucha świetnie. Mój ang. jest taki sobie ale z kontekstu rozumiałam wszystko, nie mówię, że każde pojedyncze słowo ale też nie sprawdzałam pojedynczych słów w słowniku, nie czytałam ze słownikiem pod ręką, starałam się zrozumieć o co chodzi po przeczytaniu np. całej strony. Można też zacząć np. od Kubusia Puchatka, ksiązka w wersji dwujęzycznej, na jednej str. po ang. a na drugiej po polsku ;-) Miłej nauki poprzez zabawę;-)I czekam na pierwsze wrażenia....

    OdpowiedzUsuń
  30. W komentarzach ktoś napisał, że niektóre zdania można przetłumaczyć inaczej. W nowym "Pressie" jest wywiad z Palikowską, w którym opowiada o serii "Blondynka..." i podkreśla tam, że celowo w tym kursie pojawiły się jak najprostsze struktury językowe. Tłumacze zmieniali jej zdania na bardziej wyrafinowane, a ona to zmieniała, np. upierała się przy słowie "noszę", a wydawnictwo zmieniało jej to na "zakładam", "ubieram się" itp...

    Nie mam jeszcze żadnej z tych książek, bo zawsze myślałam, że to tzw. celebrycki szajs, ale chyba jednak zerknę do którejś. Po wieloletniej nauce języka angielskiego czuję, że nic nie umiem i mam straszną barierę w mówieniu :/ Wydaje mi się, że ten jej kurs może to zmienić - i to chyba jest duży plus. Nie sądzę natomiast, żeby można było biegle opanować język ucząc się takim sposobem :)

    Dobrze, że pojawiła się taka propozycja na rynku, bo zawsze to coś innego niż kolejne fiszki i kursy do nauki języków, wałkujące gramatykę. Co mi po tylu latach wkładania do głowy conditioneli i innych struktur, skoro za granicą umieram z przerażenia, jak mam się odezwać :P Gdzieś kiedyś czytałam, że problemem Polaków jest gramatyka - myślą 3 godziny, jak idealnie ubrać w słowa to, co chcą powiedzieć, zamiast mówić bez zastanowienia nad formą - ale mówić.

    Fajny blog, będę tu zaglądać :)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam książkę B.Pawlikowskiej, bardzo odpowiada mi jej metoda nauki, dość łatwo przyswaja się materiał - tak naprawdę, to każdy musi znaleźć metodę dla siebie.
    Moja rekomendacja jest na duży plus :)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  32. Osobiście jestem zadowolona z 'Blondynki na językach'. Zaopatrzyłam się w egzemplarz do nauki hiszpańskiego europejskiego i faktycznie dał mi solidne podstawy, dzięki którym podejmując fakultet z tego języka byłam w stanie się komunikować z native speakerem. Gramatyki o prawda nie uczy, ale książka ułatwiła mi zrozumienie zasad i ich zastosowania w 'żywym języku', a nie w suchych podręcznikowych przykładach typu: 'Ala miała kota. Miała też trąbkę.'
    Bardzo szybko uczę się poprzez ciągłe mówienie i wymyślanie przeróżnych scenek i sytuacji z podanymi wyrażeniami, ponadto nie znoszę regułek i generalnie gramatyki jako takiej - być może dlatego ten kurs do mnie trafił.

    OdpowiedzUsuń
  33. Podoba mi się prostota nauki z tą książką. Bardzo przydatna jeśli chodzi o na naukę podstawowych i najbardziej przydatnych w komunikacji rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  34. ale istotą metody nauki z Pawlikowską jest słuchanie i powtarzanie wersji audio!! książka jest tylko dodatkiem.żeby zapoznać się z pisownią. ja czasami zamiast muzyki w autobusie puszczam sobie na kurs niemiecki lub hiszpański w zależności od nastroju, i sporo zwrotów wbiło mi się do głowy od samego słuchania.pzdr

    OdpowiedzUsuń
  35. Blondynka jest świetna! Zdania są tak skonstruowane, że wyrazy się powtarzają co jakiś czas, dzięki czemu się utrwalają, z tyłu książki jest bardzo fajnie napisany podstawowy niezbędnik gramatyczny. Po przejściu przez tą książkę (wykuciu struktur zdań) można łatwo porozumieć się w codziennych sytuacjach, a też pomaga to w rozpoznawaniu struktur gramatycznych na wyższym etapie uczenia. Faktycznie instynktownie uczy mówienia, polecam osobą, do których nie przemawiają te tradycyjne wersje kursów (do mnie nigdy nie przemawiały, może dlatego blondynka okazała się świetnym rozwiązaniem)

    OdpowiedzUsuń
  36. No niestety nie da się wszystkiego z książki nauczyć, ja nie do końca ogarniam jej metodę, wydaje mi się, że jednak przy nauce powinien być jakiś opracowany system jak ja na przykład mam w empik school, że ćwiczę scenki sytuacyjne odwołując się do konkretnych życiowych zdarzeń. A przy okazji konwersacje też są na takie codzienne, przydatne tematy. Niby bardzo zbliżone, ale jakoś czytając książki to sama nie umiałam z nich tyle wyciągnąć, co z kursu. Jakoś brakowało mi w książce punktu odniesienia, miałam wrażenie że panuje tam chaos nie do ogarnięcia :(

    OdpowiedzUsuń
  37. Lubie blondynke. Mam angielski, niemicki, rosyjski, wplski portugalski, hiszpanski :PPP Angielski, nie miecki i hiszpanski w miare ogarniam, wiec uzywam tych ksiazek do powtorki. Glownie kozystam z cd. Poki co to najlepsze znzne mi pozycje do nauki mowienia- nie jezyka!

    OdpowiedzUsuń