Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje materiały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje materiały. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2012

Darmowe materiały i aplikacje do nauki języków

Bardzo często dostaję od Was prośby o polecenie konkretnych materiałów do nauki czeskiego. Niestety wiele z moich ulubionych książek to tak zwane "białe kruki" , które udało mi się wyszukać w antykwariatach, na allegro czy na zagranicznym ebayu, więc głupio jest mi polecać Wam coś, czego kupienie w Polsce graniczy z cudem.

Tym razem chciałabym podzielić się z Wami linkiem do materiałów, które autor udostępnia aktualnie za darmo na swojej swojej stronie internetowej i pozwala je dowolnie rozpowszechniać. Znajdziecie tam słowniki zarówno do języka czeskiego, jak i słowackiego, słoweńskiego, chorwackiego i "zalążek" serbskiego.


Wiem, że autor tych materiałów jest postacią bardzo kontrowersyjną, jednak tę kwestię pozostawiam Czeskiemu Wymiarowi Sprawiedliwości i nie chciałabym jej dalej rozwijać.

"Czesko-polski słownik tematyczny dla uczniów i studentów" jest świetną pozycją dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z językiem i chcą zapoznać się z podstawowym (jednak bardzo rozbudowanym) słownictwem z poszczególnych działów. Oczywiście możemy korzystać z niego na komputerze, ja jednak wolę formę papierową, dlatego słownik wydrukowałam i zbindowałam :). Oczywiście wiąże się to z dodatkowym wydatkiem, jednak nie powinien on zbytnio obciążyć naszego domowego budżetu :). Początkowo w celu obniżenia kosztów chciałam zdecydować się na druk 2 strony na jednej, jednak taka forma praktycznie uniemożliwia zrobienie na marginesach dodatkowych notatek, dlatego ostatecznie mój słownik wygląda tak:




Nie wiem jak Wy, ale ja wykorzystuję do nauki języków obcych także mój telefon ! Niestety nie mogę ustawić w nim języka czeskiego jako domyślnego, ale rekompensuję sobie to poprzez korzystanie z różnych aplikacji. Jeśli tylko jesteście posiadaczami telefonów z systemem Android, powinno Was to zainteresować!

Pierwszą aplikacją jaką polecam każdemu Czechofilowi jest Nauč se Pravopis. Znajdziemy w niej wszelkie wzory odmian rzeczowników, przymiotników, które często spędzają sen z powiek podczas uzupełniania ćwiczeń gramatycznych.Tutaj wszystko mamy pod ręką w jednym miejscu,więc nie musimy niczego szukać po podręcznikach czy w tabelach gramatycznych. Dodatkowo aplikacja posiada opcję testu, gdzie możemy sprawdzić swoją wiedzę odnośnie wszelkich wyjątków gramatycznych i innych tajników czeskiej gramatyki ;).






















Druga aplikacja "50 languages" jak sama nazwa wskazuje- nie ogranicza się już wyłącznie do języka czeskiego. Stworzona została na bazie portalu znanego chyba wszystkim "językofilom" czyli http://www.book2.de/ .




Do wyboru mamy imponującą liczbę 50 języków.Oczywiście w formie darmowej słownictwo jest ograniczone a tematyka nieco okrojona, ale zakup pełnej wersji jednego języka kosztuje jedynie 3$, co raczej nie stanowi dużego wydatku. 

Moja ulubioną aplikacją jest jednak program o jednoznacznej nazwie Polyglot.



Niepodważalną zaletą tej aplikacji jest możliwość odtworzenia wymowy każdego słówka oraz zapisania bazy słówek na telefon, dzięki czemu do korzystania z aplikacji nie będziemy potrzebować internetu. Niestety przy kilku językach zauważyłam błąd podczas wyświetlania znaków m.in. przy moim ukochanym hindi.

Dla osób uczących się czeskiego jedną z niezbędnych aplikacji będzie zapewne Česko Zprávy, w której o dowolnej porze dnia i nocy możemy sprawdzić aktualne informacje ze świata i Republiki Czeskiej o dowolnej, interesującej nas tematyce.


,


Ostatnią aplikacją, którą chciałabym polecić miłośnikom czeskiej telewizji jest iVysílání České televize, czyli najprościej mówiąć- czeska telwizja w komórce ;). Pozwala ona na dostęp do czterech najpopularniejszych czeskich kanałów i jest odpowiednikiem strony internetowej http://www.ceskatelevize.cz/. Aplikacja najlepiej sprawdzi się na telefonach o dużych ekranach, ale ja nawet z moją malutką Motorolą Flipout jestem w stanie obejrzeć swój ulubiony serial. Doskonale sprawdza się poza domem (w miejscach w których mamy dostęp do bezprzewodowego internetu), kiedy mamy ochotę na np. obejrzenie czeskich wiadomości :).




Na sam koniec wspomnę o androidowej wersji lubianego programu do nauki słówek czyli AnkiDroid. Ja niestety mam nieciekawe doświadczenia z ta aplikacją- ciągle mi się zawiesza, nie zapamiętuje przerobionych słówek i często w ogóle nie chce się włączyć. Nie wiem jednak czy nie jest to wina mojego telefonu, który często miewa kiepskie dni ;). Niemniej jednak jeśli mamy Androida warto sprawdzić, czy czasem u nas nie będzie działać prawidłowo.




Co wy myślicie na ten temat? Używacie aplikacji na telefon do nauki języków? Może sami polecacie jakąś aplikację?

niedziela, 8 lipca 2012

Humor w języku obcym :) : książki, aplikacje, żarty, anegdoty

Przyznam się, że aktualnie moje myśli skupione są na wynikach rekrutacji, które mają się pojawić we wtorek i ciężko jest mi się skupić na czymś konkretniejszym. Jest to już moja trzecia rekrutacja w życiu, więc nie powinno na mnie to robić już większego wrażenia, ale chciałabym żeby wszystko już było jasne i dopięte na ostatni guzik.

Na moje szczęście ostatnio z pomocą przyszła mi moja mama, która zakupiła dla mnie na allegro zestaw książek po czesku i słowacku- wiem, ze mnie czytasz, więc jeszcze raz Ci dziękuję ;).

Wśród 6 książek znalazła się jedna o bardzo prostym tytule "Mezi námi zvířaty", która jak mi się początkowo wydawało będzie zbiorem bajek dla dzieci. Nic bardziej mylnego ! Po otwarciu moim oczom ukazały obrazki przedstawiające zwierzęta w niezbyt typowych sytuacjach i ujęciach, pod którymi znajdują się żartobliwe podpisy :). Jak wiadomo, często zrozumienie humoru w innym języku uważane jest za wyższy poziom wtajemniczenia, jednak plusem w tej książce jest fakt, że podpisy zawierają maksymalnie 2-3 zdania, więc przetłumaczenie ich nie należy do najtrudniejszych zadań. Teraz przeglądając tę książkę czuję, że mam kontakt z językiem, a jednocześnie nie muszę aż tak wysilać szarych komórek jak np. przy rozwiązywaniu ćwiczeń gramatycznych . 

Przy okazji przeglądania książki przypomniałam sobie o dwóch darmowych aplikacjach, które posiadam na telefonie - Vtipnik i Vtipy .


Obie aplikacje nie są niczym innym ,jak zbiorem kawałów/żartów w języku czeskim. Ściągnęłam je na początku swojej przygody z czeskim i pamiętam, ze już wtedy nie miałam jakiś większych problemów ze zrozumieniem prostych kawałów o blondynkach czy z serii "przychodzi baba do lekarza". Czeski humor jest bardzo podobny do polskiego, między innymi ze względu na łączącą nas historię. Plusem aplikacji jest to, ze możemy zaznaczyć ulubione kawały i mieć do nich dostęp także offline.
Poza humorem czeskim, w swojej kolekcji posiadam także serię Anegdot Rosyjskich w trzech częściach, którą udało mi się zakupić w księgarni Dedalus dosłownie za grosze (około 2.50zł za sztukę). Idea jest bardzo prosta: na jednej stronie mamy anegdotę w języku rosyjskim a na drugiej jej polskie tłumaczenie. Pozycja świetna, kiedy zaczęłam czytać pierwszą część, to nie mogłam się oderwać, aż nie dokończyłam części trzeciej.


                                                                  


Ciekawa jestem jak u was wygląda kontakt z humorem/ żartami w języku, którego się uczycie. Korzystaliście kiedyś z podobnych aplikacji? Może czytacie kawały w internecie? Co sądzicie o takim urozmaicaniu nauki?

sobota, 30 czerwca 2012

Ulubione materiały- Rozmówki planszowe

Wiem, że obiecywałam post dotyczący moich materiałów i nauki hindi, który miał się ukazać do końca czerwca, jednak z racji tego, że czekam jeszcze na kilka materiałów, wstrzymam się z notką.

Dzisiaj porządkując mój regał z materiałami do języków, zorientowałam się, że jeszcze nigdy nie wspominałam o moich ulubionych rozmówkach, które mogą wydawać się nieco kontrowersyjne.

Na samym wstępie muszę się przyznać, że mam dziwną słabość do wszelkiego rodzaju rozmówek z różnych języków. Zwykle kiedy zaczyna mnie interesować jakiś język, to zwykle one są pierwszą rzeczą jaką kupuję. Lubię rozmówki ze względu na ich cenę- przeważnie nie przekraczają 20zł, mały format i praktyczność- najczęściej są kompendium zawierającym podstawy gramatyki i wymowy, najbardziej potrzebne zwroty i słownictwo. Często okazują się ratunkiem dla mnie i mojego portfela, ponieważ kiedy język niespecjalnie przypadnie mi do gustu, to swoją przygodę z nim kończę na zakupie rozmówek.

Nigdy nie wykorzystywałam rozmówek do tego, do czego teoretycznie są tworzone, czyli komunikacji za granicą. Dla mnie wszelkie rozmówki stanowią dodatek do nauki języka obcego. Ze względu na ich format  mam jakieś zawsze w torebce ze sobą i przeglądam je w pociągu, tramwaju czy w kolejce. Podział na kategorie ułatwia naukę z ich pomocą i np. kiedy jadę na spotkanie w pubie z przyjaciółką, przeglądam sobie zwroty związane z zamawianiem napoju w barze, rezerwacją stolika, zapraszaniem znajomych do klubu; kiedy czekam na pociąg uczę się słownictwa dotyczącego zakupu biletów- szybka powtórka i okazja do zapamiętania przydatnych zwrotów, szczególnie uwzględniając to, że uczę się ich w konkretnej sytuacji, powiązanym kontekście.

Na naszym rynku dostępny jest ogrom przeróżnych rozmówek, a przed okresem wakacyjnym możemy zauważyć jeszcze większy wysyp materiałów tego typu nie tylko w księgarniach, ale także w supermarketach i kioskach. Osoby uczące się bardziej popularnych języków mogą mieć nie lada problem z znalezieniem wartościowych pozycji. mój wybór z oczywistych powodów jest bardziej ograniczony.


Na ten moment w swojej kolekcji posiadam 7 sztuk różnych rozmówek do języka czeskiego, z których generalnie jestem zadowolona, jednak jedna pozycja szczególnie przypadła mi do gustu.

Mam na myśli "Rozmówki planszowe polsko-czeskie" wydawnictwa Red Point. 
Wydawnictwo do tej chwili było mi całkowicie nieznane i przyznam szczerze, że nie spotkałam się z żadnymi innymi materiałami tego wydawcy, a po wejściu na podaną na okładce stronę nie uzyskałam zbyt wielu informacji  na jego temat. Dowiedziałam się jedynie, że jest to sieć szkół wykorzystująca metodę Red Point w nauczaniu języka angielskiego. 

W księgarniach mój wzrok przykuły oferowane rozmówki ze względu na dość szeroką gamę języków: od popularniejszych- angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego, włoskiego, rosyjskiego; po mniej znane- czeskie, bułgarski, grecki, węgierski, chorwacki, rumuński.
Rozmówki nie należą do najtańszych- ja za moje, pół roku temu zapłaciłam 24zł ze zniżką na empik.com. Jednocześnie są one większe od typowych rozmówek (16cm na 10,5cm), a ilość stron wynosi 300 w wersji czeskiej.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych rzeczy może być dla większości reklamowana metoda. 
Napis na okładce krzyczy: GWARANTOWANA KOMUNIKACJA NAWET BEZ MÓWIENIA !

Cała idea ma polegać na tym, że rozmówki składają się z planszy- lewa (pomarańczowa) strona przeznaczona jest dla nas, a prawa (zielona) dla naszego rozmówcy
. 

Wszystko do tego momentu prezentuje się świetnie, dopóki nie przeczytamy, że plansze te mają nam posłużyć do WSKAZYWANIA (o zgrozo !)  rozmówcy naszych pytań oraz otrzymywania w ten sam sposób odpowiedzi. Może to tylko moje subiektywne wrażenie, ale wydaje mi się, że pomimo znajdującego się tam zapisu wymowy przy każdym zwrocie, autorzy zachęcają jednak do korzystania z rozmówek przy użyciu wspomnianej metody.

Myślę, że jest to szokujące nie tylko dla pasjonatów nauki języków obcych i uzasadnienie, że ma to pomóc osobom, które nie znają języka, bądź czują lęk przed mówieniem, w ogóle do mnie nie przemawia.
Najlepszym sposobem na pozbycie lęku przed mówieniem jest tylko i wyłącznie MÓWIENIE ;), więc stosując taką metodę tylko coraz bardziej pogłębiamy ten strach.
Owszem, takie plansze mogą być pomocne wtedy, kiedy faktycznie nie możemy się porozumieć z naszym rozmówcą i dobrym rozwiązaniem będzie napisanie ,bądź pokazanie w inny sposób o co nam chodzi.

Dziwnie bym się czuła gdyby obcokrajowiec, których w czasie Euro we Wrocławiu nie brakowało :), zamiast próbować zadać pytanie po polsku,angielsku czy w innym języku, podszedłby i pokazał mi to pytanie na planszy... Przecież to zabija całą przyjemność komunikowania z drugim człowiekiem i już od początku tworzy niepotrzebną barierę.

Pomijając całe to nieprzyjemne wrażenie, rozmówki są ŚWIETNE ! Mój egzemplarz jest już troszkę sfatygowany, ponieważ towarzyszył mi w prawie każdym weekendowym wyjeździe do Poznania. Uwielbiam w nich to, ze nie są to typowe zwroty dotyczące tematu np. Mam awarię samochodu tylko początek zdania Przepraszam czy ma Pan/Pani.... i ogromna ilość możliwości dokończenia tego zdania lewarek/przewody rozruchowe/kanister z benzyną/linkę holowniczą/trójkąt ostrzegawczy/klucz do kół itp..
Forma początkowo przewidziana do pokazywania, idealnie sprawdza się do nauki zwrotów :), ponieważ podane mamy prawie wszystkie warianty pytań i odpowiedzi dotyczących wybranego tematu w jednym miejscu.
Rozmówki są bardzo przejrzyste, dzięki indeksowi na okładce można dosłownie w kilka sekund znaleźć to czego szukamy. Gdybym miała zostawić sobie tylko jedne rozmówki z mojej kolekcji, to na bank byłaby to ta pozycja !

Mam nadzieję, ze ktoś doczytał do końca ten bardzo długi post. Chciałam jednak opisać wszystkie odczucia dotyczące tych rozmówek, może komuś pomogą przy decyzji o zakupie- w końcu za tę cenę można mieć już dobry kurs.

Mieliście kontakt z tą serią? Co sądzicie o opisanej metodzie? Chętnie poczytam czy tylko we mnie wzbudza ona takie emocje ;)




poniedziałek, 19 marca 2012

Sposób na "Blondynkę na językach" Beaty Pawlikowskiej

Jak się jednak okazało post dotyczący moich materiałów do nauki rosyjskiego będzie ode mnie wymagał troszkę większego zaangażowania, więc dziś postanowiłam poruszyć inny, nurtujący mnie temat.

Na książkę „Blondynka na językach” czekałam na długo przed jej premierą, która miała miejsce 1,5 roku temu. Kiedy tylko na stronie empiku pojawiła się zapowiedź, szukałam wszelkich informacji na temat nowej pozycji Pani Pawlikowskiej. Opis wydawał się niezwykle kuszący, a osoba Beaty Pawlikowskiej, podróżniczki z wieloletnim doświadczeniem, bardzo wiarygodna  w kwestii nauki języków obcych. Podczas wizyt w Empiku zawsze wypatrywałam nowej książki, jednak premiera się opóźniała. Pewnego dnia z ciekawości wstąpiłam do jednej z poznańskich księgarni w poszukiwaniu całkowicie innej pozycji. Z przyzwyczajenia podeszłam także do półki z książkami do nauki języków. Jakież było moje zdumienie, kiedy zobaczyłam „Blondynkę na językach”. Niestety książka była zafoliowana, więc nie mogłam zapoznać się z zawartością. Był to jednak jeden z tych dni, kiedy miałam niezbyt dobry humor i zakup nowej książki wydawał się dobrym pomysłem na poprawę samopoczucia. W planach miałam jeszcze kurs z j. rosyjskiego, ale zaryzykowałam i w ciemno zakupiłam książkę Pawlikowskiej.


Dzień był bardzo deszczowy, więc z treścią zapoznałam się dopiero będąc w domu. Z przerażeniem otworzyłam książkę i od razu pożałowałam swojego zakupu. Skusiłam się na wersję Angielski USA i szczerze przyznam, że oczekiwałam „cudów”. Niestety, gdy zobaczyłam suche zdania na poziomie początkującym i  zapoznałam się z „metodą” jaką proponuje nam Pani Pawlikowska byłam załamana. Książka wylądowała wciśnięta na regale, głęboko pomiędzy zapomnianymi książkami….

Kolejne spotkanie z „Blondynką na językach” miałam w okolicy lata zeszłego roku, kiedy te książki do języków zawitały do Biedronki w całkiem przystępnej cenie 9,90zł za sztukę Sama nie wiem dlaczego, ale spoglądnęłam wtedy na nie łaskawszym okiem i zdecydowałam się na pozycję do włoskiego, a od mojego lubego dostałam „blondynkę” do niemieckiego. Oczywiście pełna entuzjazmu i planów na przyszłość szybko zapoznałam się z obiema książkami, ale tylko na tym poprzestałam….

Aktualnie „Blondynkę na językach” widuję w hurtowych ilościach w księgarniach z tanimi książkami, więc jak widać nie tylko mi nie przypadła ona do gustu. Postanowiłam jej jednak dać drugą szansę i nie skreślać całkowicie- w końcu skoro już je mam, to czemu nie skorzystać?

Tutaj pojawia się pytanie do was: Czy ktoś z Was ma może jakiś własny sposób nauki z tej książki? Może ktoś ma do zaproponowania własną metodę? Spotkaliście się już z ta pozycją?

Czekam na wszelkie sugestie i pomysły jak podejść blondynkę ;) !

środa, 14 marca 2012

Klejki-sposób na urozmaicenie nauki słówek?

Czym właściwie są Klejki? 

Są to naklejki niedużego formatu zawierające słówka opisujące przedmioty z naszego najbliższego otoczenia w języku, którego się uczymy. 

Pomysł z założenia jest bardzo ciekawy- umieszczamy naklejki na przedmiotach codziennego użytku i przy korzystaniu z nich i spoglądaniu na naklejkę uczymy się słówek. Po tygodniu nauki sprawdzamy postępy, podpisując przedmioty w dołączonej książeczce. Jeżeli słówko pamiętamy i bezbłędnie podpisaliśmy rysunek- odklejamy naklejkę i zostawiamy jedynie te, z którymi nadal mamy problem. Po tygodniu czynność powtarzamy, aż do momentu kiedy pozbędziemy się wszystkich klejek.


Jak to się przedstawia u mnie?

Klejki zakupiłam już ponad rok temu, kiedy intensywnie uczyłam się języka rosyjskiego. Podczas jednej z wizyt w Empiku zobaczyłam je na półce i uznałam, że może to być element, który urozmaici moją naukę słówek z rosyjskiego. Kosztowały około 12zł, więc zaryzykowałam.

Niestety w praktyce wyszło z tym troszkę inaczej. Wynajmowałam wtedy z chłopakiem pokój w mieszkaniu studenckim, gdzie ilość mebli ograniczona była do minimum. Nie mogłam także liczyć na wyrozumiałość współlokatorów, także obklejanie mebli/przedmiotów poza naszym pokojem nie wchodziło w grę. Pudełko z klejkami z języka rosyjskiego liczy sobie 96 naklejek, więc uznałam za bezsensowne użycie zaledwie kilku do obklejenia przedmiotów znajdujących się tylko w naszym pokoju, a klejki miały poczekać na lepsze czasy.


Na szczęście nie mieszkam już w tamtym miejscu i jestem teraz „na swoim” , więc nie muszę nikogo pytać o zgodę na przyklejanie naklejek ;). Z racji tego, że po roku przerwy powracam ostro do nauki rosyjskiego postanowiłam na nowo zapoznać się z klejkami.  Jedyny problem jaki zaistniał to to, że Klejki mi się gdzieś zapodziały ! W czasie przeprowadzki wcisnęłam je gdzieś głęboko, więc odnalezienie ich zajęło mi trochę czasu. Na szczęście odnalazły się schowane pod słownikami i rozmówkami J. Z racji tego, że już je mam, pomyślałam, że to dobry moment na to, żeby ich użyć.  

Pamiętam, że w podobny sposób podstawowych słówek uczyła się moja koleżanka, która musiała nadrobić zaległości z niemieckiego tylko, że robiła sama takie klejki z karteczek samoprzylepnych. Znajoma mi studentka filologii angielskiej proponowała mi kiedyś przyklejanie słówek na lustro i przyglądanie się im m.in. podczas mycia zębów. Ja chyba jednak wolę gotowe naklejki od karteczek samoprzylepnych, które potem nie wyglądają zbyt estetycznie, wyginają się i odklejają. Dodatkowym plusem jest to, że klejki nie zostawiają śladów po kleju i można je bez problemu odkleić.

Wiem, że Klejki dostępne są w kilku językach: hiszpańskim, niemieckim, angielskim, włoskim, francuskim i japońskim- szczególnie ciekawa jestem jak sprawdzają się te japońskie :D.

Zobaczymy czy klejki przypadną mi do gustu czy jednak pozostanę jedynie przy fiszkach.

Czy ktoś z was posiada już może klejki? A może robicie je sami? Co sądzicie o takim sposobie urozmaicania nauki?

P.S. W następnym poście postaram się zebrać i pokazać Wam moje wszystkie materiały do rosyjskiego J.

czwartek, 2 lutego 2012

Podsumowanie stycznia, nowe nabytki

Po serii postów z recenzjami czas na wpis podsumowujący poprzedni miesiąc.
  • Mój kurs czeskiego w szkole językowej- czas tak szybko leci,  że nawet nie zauważyłam, że już za dwa tygodnie kończę kurs na poziomie A1. Oczywiście w miarę możliwości będę go kontynuować na poziomie A2.
  • W ostatnim czasie regularnie oglądam filmy czeskich użytkowniczek na youtube i czytam ich blogi. Dzięki temu wzbogaciło się moje słownictwo dotyczące mody i urody ;), ale najważniejsze, że nie sprawia mi trudności słuchanie przez 20 minut. Szkoda tylko, że wybór Czeszek jest dość ograniczony, więc jestem „skazana” na kilka użytkowniczek.
  • Jednocześnie staram się oglądać przynajmniej 2-3 filmy czeskie tygodniowo, jeszcze z napisami, ale już niedługo spróbuję przestać korzystać z ich pomocy. Na początek oglądnę w oryginale ulubione filmy, które już widziałam. Fakt, że znam ich treść na pewno ułatwi mi zrozumienie dialogów.
  • Dwa tygodnie temu opracowałam w ramach ćwiczenia/zabawy listę 100 słów najczęściej używanych w j.czeskim oraz „Swadesh List” z czeskimi słówkami.
  • Otrzymałam już drugi zeszyt kursu ESKK, ale jeszcze za wcześnie na jego recenzję. Jak narazie jestem z niego bardzo zadowolona.

  • Na początku stycznia udało mi się zdobyć książkę, o której marzyłam od kiedy oglądnęłam reportaż o bohemistyce na Uniwersytecie Opolskim w „Rozmówkach polsko-czeskich” i zobaczyłam tę książkę u jednego z wykładowców. Niestety zdobycie jej u nas graniczyło z cudem, ponieważ „Čeština pro cizince” nie należy do najnowszych pozycji, a na dodatek nie była nigdy dostępna w naszych księgarniach. Z tego powodu, kiedy zobaczyłam ją na allegro i cenę 15zł, bez wahania kliknęłam „Kup teraz”.  Książką jestem naprawdę zachwycona, prawie 500 stron treści, mnóstwo ćwiczeń, przyjemnych tekstów, autorki nie skupiają się na mało istotnych szczegółach, tylko od razu przechodzą do rzeczy. Mam wrażenie, że to jeden z moich najlepszych zakupów jak dotąd.
  • Równie dobrą okazją był zakup za grosze (także na allegro) książki „Mluvíte český” wydawnictwa Wiedza Powszechna. Książka pochodzi z 1972 roku , ale pozycje Wiedzy Powszechnej z tamtego okresu, to jest to co lubią „językomaniacy”. Nie mam pojęcia, dlaczego te książki nie były wznawiane w późniejszym czasie. Aktualnie ta oraz poprzednia książka stanowią podstawę mojej nauki.
  • Z racji tego, że mam teraz chwilę czasu, zdecydowałam się zakupić kilka książek z kręgu czeskiej literatury najpopularniejszego współczesnego autora w Czechach-Michala Viewegh'a. Widziałam już kilka filmów, które powstały na podstawie jego twórczości, dlatego rzeczą naturalną dla mnie jest to, że chciałabym się z nimi zapoznać. Jestem w trakcie lektury pierwszej książki i już wiem, za co go lubią Czesi J .

  • A teraz dowód mojej słabości do książek dotyczących tematyki uczenia się. Oba nabytki pochodzą z księgarni Dedalus. Łącznie zapłaciłam za nie 16 zł, dlatego aż grzechem byłoby nie skorzystać z okazji :D. Postaram się wrzucić ich recenzje, jak tylko znajdę czas na zapoznanie się z nimi.

To by było na tyle styczniowych nabytków. Oby luty także obfitował w nowe materiały ;).

niedziela, 29 stycznia 2012

"Jak szybko nauczyć się języków obcych"- Martyna Jacenko

Kolejny poradnik, jaki gości na mojej półce, czyli 
”Jak szybko nauczyć się języków obcych” Martyny Jacenko jest w moim posiadaniu już jakieś 3 lata. Przez ten czas przeczytałam go już kilka razy. 
Dlaczego? Dlatego, że jest ……. PRZYJEMNY !
Tak, to słowo znakomicie określa mój stosunek do niego.

Pierwsze co mnie zachęciło do zakupu to cena- myślę, że 19 zł (taka cena widnieje na okładce) to dobra cena, za książkę tego typu. 
Następnie zwróciłam uwagę na objętość- poradnik nie należy do szczególnie obszernych, zaledwie 108 stron tekstu. Nie uważam tego za minus, oczywiście jedynie w przypadkach, gdy idzie to w parze ze skondensowaną treścią. W tym przypadku nie mamy do czynienia z niepotrzebnym „wodolejstwem”, za co wielki plus dla autorki.

Pani Martyna zaskarbiła sobie moją sympatię tym, że już w pierwszych zdaniach wstępu napisała, że daruje sobie przekonywanie nas o słuszności nauki języków obcych. Nie znajdziemy tu rad rodem z poradnika, o którym pisałam wcześniej.

Rozdział pierwszy dotyczy anatomicznych i fizjologicznych aspektów nauki języka. Szybkie przedstawienie budowy i funkcji poszczególnych części mózgu. Dla mnie ten rozdział, był powtórką tego, czego uczyłam się już nie raz, ale jak wiadomo „repetitio est mater studiorum” ;). Autorka na samym początku tej części zaznacza, że wcale nie musimy jej czytać jeśli nie jesteśmy zainteresowani. Ciekawy chwyt, pierwsza myśl- jak nie muszę, to przeczytam :D. Później okazuje się, że warto było poświęcić chwilę, ponieważ Pani Jacenko wspomina o ciekawych eksperymentach dotyczących stresu itp.

Podczas dalszej lektury bardzo przypadł mi do gustu pewien cytat: 
„Proces uczenia, jaki znasz ze szkoły i wielu kursów językowych, to właśnie proces uczenia, a nie uczenia się. Dziecko, które już zostało wtłoczone w system szkolny, podświadomie oczekuje, że zostanie czegoś nauczone, zaczyna być bierne. Z wiekiem ten stan się pogłębia. Traci też własną wewnętrzną motywację do nauki- wytwarzają się u niego cechy osobowości niewolnika w dziedzinie zdobywania wiedzy.”. 
Dawno nie czytałam, tak mądrej i prawdziwej konkluzji dot. nauki języka. Chyba sobie to wydrukuję i będę rozdawać wszystkim, którzy obwiniają za swój poziom języka każdego, tylko nie samego siebie. Gdzieś już to chyba pisałam, ale uważam, że dopóki każdy nie weźmie personalnej odpowiedzialności za to co umie i zrozumie, ze nie może do końca życia obwiniać złego podręcznika, wrednej pani z czasów podstawówki, systemu edukacji szkolnej itp. to tak naprawdę nigdy nie osiągnie tego poziomu jakiego oczekuje. Autorka także wielokrotnie nam o tym przypomina podczas lektury.

W książce możemy także spotkać opis rodzajów inteligencji, o których już wspominałam podczas recenzji książki Pani Anny Szyszkowskiej-Butryn, jednak tutaj są one opisane pokrótce i niestety autorka zakłada, że każdy z nas zdaje sobie sprawę z dominującego u niego typu inteligencji. Z własnego doświadczenia wiem, że jednak w wielu przypadkach tak nie jest, bo nasze myślenie o samym sobie często jest bardzo schematyczne – jestem w klasie mat-fiz to pewnie mam inteligencję matematyczno-logiczną, koniec kropka. Pani Martyna podaje nam także zaledwie kilka sposobów nauki do każdego typu, dlatego warto nie poprzestawać jedynie na tym i rozszerzyć swoją wiedzę o inne pozycje. 

Z przyjemnością stwierdziłam, że autorka tak samo jak ja ma rozwiniętą inteligencję matematyczno-logiczną oraz intrapersonalną. Bardzo spodobało mi się to, że zaznaczyła fakt, że int. intrapersonalna często jest mylnie postrzegana. Słusznie zaprzeczyła temu, jakoby osoby z tym rodzajem inteligencji były zamkniętymi w sobie odludkami, które boją się ludzi J.

Bardzo spodobał mi się także rozdział o częstotliwościach fal mózgowych i falach alfa, które owiane mitem, nadal funkcjonują jako opis idealnego stanu do nauki. Pani Martyna przytacza wiele argumentów, które podważają ich znaczenie. Reprezentuje zdrowe i krytyczne podejście do tej kwestii, które świetnie wyraża fragment z jej książki:
 „W jakim stanie należy się więc uczyć? W  stanie rozluźnienia, ale jednocześnie skoncentrowanej uwagi oraz pozytywnego nastawienia i wiary w sukces. (…) I wszystkim uczącym się polecam właśnie skoncentrowanie się na tym, co na nich działa, zamiast rozważania, jakie fale powstają w ich mózgu podczas nauki, a tym bardziej dążenia do osiągnięcia jakiegoś wyśnionego stanu alfa.”

Pani Jacenko jest tak samo jak ja zagorzałą zwolenniczką fiszek, a szczególnie tych przygotowywanych samemu. Także uważa, że „Dłoń pamięta”, dlatego nawet na gotowych fiszkach radzi pod spodem napisać słówko własnoręcznie J- co jest według mnie świetnym pomysłem. Z wyżej wspomnianych powodów (typ inteligencji) docenia rolę gramatyki w nauce języka i w jednym z rozdziałów bardzo obrazowo przedstawia , jak ważne jest poznanie systemu , aby móc zrozumieć.

Co jeszcze mi się podoba w tej książce?
  • ciekawe ćwiczenia rozgrzewające, do stosowania przed nauką
  • bardzo duża ilość linków do stron, na których znajdziemy więcej informacji na tematy poruszane przez autorkę
  • informacje np. o czasie jaki powinna trwać pojedyncza sesja nauki są podparte badaniami, a nie są radosną twórczością Pani Martyny
  • przedstawione poziomy biegłości są zgodne z ogólno przyjętą klasyfikacją Rady Europy
  • zawarte w książce rady są praktyczne i przede wszystkim „do wykonania”
  • podejście autorki jest jak najbardziej zdroworozsądkowe, autorka bardzo krytycznie podchodzi do wszelkiego rodzaju metod nauki i innych „haseł”, które bardzo często towarzyszą różnym kursom

Jednym z najważniejszych aspektów jst także to, że pani Martyna Jacenko nie jest anonimowym autorem kolejnego poradnika o nauce języków, o którym tak naprawdę nic nie wiemy. Prowadzi w Internecie serwis www.soffa.pl , gdzie możemy bez problemu podzielić się z nią  oraz innymi użytkownikami swoimi przemyśleniami i własnymi sposobami na naukę. Na stronie dostępne są także video, na których autorka przedstawia w skondensowanej formie to, co zawarte jest w książce. Polecam zatem zapoznanie się z tym serwisem, który mam nadzieję w przyszłości będzie się rozwijał. Bardzo cenię sobie możliwość kontaktu z autorką, ponieważ w ten sposób pokazuje swój szacunek do czytelnika i zachęca do dyskusji
Jeśli będziecie mieli okazję to myślę, że warto zapoznać się z treścią, chociaż wydaje mi się, że treść zawarta na stronie int. jest powtórką informacji z książki. 

Osoby, które będą oczekiwać rozwiązania wszystkich swoich problemów po lekturze tej książki, mogą się bardzo rozczarować. Jeśli ktoś szuka dokładniejszego poradnika , który poprowadzi go od samego podczątku krok po kroku przez proces nauki języka i potrzebuje dużej dawki pomysłów na naukę, to nie jest pozycja dla niego. Niemniej jednak uważam, że jest dobra i warto się zapoznać z jej treścią z czystej ciekawości :).

W następnym poście może co nieco o tym, jak aktualnie wygląda moja nauka czeskiego i co nowego zagościło na mojej językowej półce.

czwartek, 26 stycznia 2012

"Jak łatwo i skutecznie uczyć się języków obcych"- Zbyszek Brześkiewicz

Poprzednim postem rozpoczęłam cykl recenzji posiadanych przeze mnie książek- poradników, których tematyka dotyczy nauki języków obcych. 
Dziś chciałabym wam przedstawić najstarszą pozycję, która gości na mojej półce, czyli "Jak łatwo i skutecznie uczyć się języków obcych" autorstwa  Zbyszka Brześkiewicza.
Zakupiłam ją jakieś 6 lat temu, kiedy rynek wydawniczy był dosyć ubogi  jeżeli chodzi o tego typu poradniki.  Pamiętam, że przeczytałam tę książkę z ogromnym zaciekawieniem, jednak już wtedy jako uczennica gimnazjum stwierdziłam, że nie dowiedziałam się z niej niczego nowego. Ponownie sięgnęłam po nią dopiero teraz, w celu napisania recenzji.
Teraz jako starsza i trochę bardziej doświadczona stwierdzam, że nigdy w życiu nie poleciłabym nikomu tej książki !

Zaznaczam, że jest to moja, subiektywna opinia i jeśli ktoś posiada inną, bardzo chętnie się z nią zapoznam.

Jest to moja pierwsza książka Pana Brześkiewicza i przed jej zakupem nie miałam pojęcia o tym, że jest on autorem innych pozycji o podobnej tematyce. Na nasze nieszczęście autor informuje nas o tym już na wstępie i zaznacza, że wielokrotnie powtarza, że tę kwestię poruszał już w „Superumyśle” i nie będzie się powtarzał, o tamtym pisał w „ Superpamięci ” dlatego teraz także nie chce do tego wracać. Zniesmaczona przeszłam do dalszej lektury, jednak jak się okazało to nadal nie wszystko odnośnie tek kwestii. Brześkiewicz umieszcza coś, co nazywa "Manifestem poligloty", który mamy sobie powtarzać przed nauką, po czym pod spodem dodaje, że instrukcję jak się nim posługiwać i do czego właściwie służy znajdziemy w innej książce- jak dla mnie to już gruba przesada.

Na początku książki autor wspomina także o stworzeniu swojej listy motywacyjnej, w której zawrzemy powody, dla których uczymy się danego języka. Podaje oczywiście własne przykłady, co jest chyba największym błędem- uważam, że w książce tego typu zaznaczanie, że NAJWAŻNIEJSZY SĄ JĘZYKI ZACHODNIE ; ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA GŁÓWNIE ZACHODNIEGO SPRAWIA, ŻE MOŻEMY PO UKOŃCZENIU STUDIÓW UWAŻAĆ SIĘ ZA W PEŁNI WYKSZTAŁCONYCH, jest bardzo nie na miejscu. Bardzo razi mnie faworyzowanie języków zachodnich przez Pana Brześkiewicza i często w czasie lektury miałam wrażenie, że czytam książkę pod tytułem „Ucz się tylko języków zachodnich bo ja uważam, że inne nie są warte uwagi”.

W książce rozrysowane są także 3 grupy języków: germańskie, romańskie i słowiańskie- drzewa rozrysowane trochę „na odwal się”. Pan Brześkiewicz o niektórych językach, po prostu ZAPOMNIAŁ i wg. niego grupa języków słowiańskich liczy sobie 6 języków….

Autor podejmuje także próbę opisania poziomów znajomości języka. Już na samym wstępie widać, że z Klasyfikacją poziomów biegłości językowej wg. Rady Europy nie ma to nic wspólnego i są to raczej jakieś wolne myśli autora, całkowicie oderwane od rzeczywistości. O poziomie podstawowym wspomina, że osiągnięcie go wymaga około 100 godzin nauki i jednocześnie uważa, że znajdując się na tym poziomie używamy głównie dwu i trzywyrazowych zwrotów typu : Jak się masz?  i Szczęśliwej podróży. Według niego potrafimy też już pisać IMIONA <hahaha>, daty, adresy…. W tym momencie czuję się obrażana przez autora, bo ja nadal twierdzę, że mój czeski jest początkujący, a potrafię tworzyć zdania złożone i dłuższe wypowiedzi przy użyciu trzech czasów.

Autor lubuje się także w generalizowaniu wszystkiego:
  • Uważa, że wszystkie języki słowiańskie są proste, bo są podobne do polskiego :/ ….
  • Dzieli uczących się języka na analizatorów, którzy uwielbiają ćwiczenia gramatyczne, ciągłe poprawianie przez nauczyciela itp. oraz ludzi, którzy w ogóle nie przywiązują wagi do gramatyki, uczą się ZUPEŁNIE na wyczucie, nie interesują ich błędy.- autor chyba nie pomyślał, że naprawdę da się to wypośrodkować...
  • Niestety, ale także wymienione sposoby nauki przez ludzi wykorzystujących różne kanały percepcji czasem nie są podparte żadnymi psychologicznymi przesłankami, a autor umiejętnie „wciska” np. odgrywanie scenek każdemu typowi. Nie zakłada nawet, że istnieje typ DOMINUJĄCY, ale każdy posiada także kanał pomocniczy.- ja jestem typowym przykładem wzrokowca-kinestetyka. Tutaj wszystko jest czarne albo białe.
  • Uważa, że nauka słówek z listy nie jest dobrym sposobem na przyswojenie materiału (owszem, w zupełności się zgadzam), ale powodem tego wg. niego jest to, że ZAWSZE zapisujemy najpierw polskie słówko a potem dopiero tłumaczenie, no i kilka innych powodów- Aż miałam ochotę napisać temu Panu, że ja NIGDY nie zapisywałam polskiego słówka na 1 miejscu, nawet kiedy korzystałam z tej metody.
  • Należy oglądać programy w obcym języku przez PRZYNAJMNIEJ 20 minut- jak oglądasz krócej, to wcale nie oglądasz :D
Pomijam fakt, że podane rady są już nieaktualne, bo nikt nie korzysta z magnetofonów i całe strony opisów kiedy wcisnąć pauzę na jednym magnetofonie i włączyć play w tym drugim, są już totalnie bezwartościowe- chociaż trochę mnie to dziwi, bo już w dniu wydania były nieaktualne, a książka niby nowa.

Nie raz podczas lektury parsknęłam śmiechem, ponieważ podane przez Pana Brześkiewicza sposoby są wręcz absurdalne i nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek mnemotechniką.

Rozdział, który mnie bardzo zainteresował czyli „Wykorzystywanie bezproduktywnego czasu” okazał się także niezbyt dobrą pomocą. Autor chyba ZA BARDZO się wczuł w swoją rolę, czego skutkiem mogą być rady typu:
KIEDY TANKUJESZ SAMOCHÓD NA STACJI BENZYNOWEJ TO ŚWIETNY CZAS NA NAUKĘ NAWET KILKU SŁÓWEK, 
STUPROCENTOWY MIŁOŚNIK JĘZYKA NIE ZMARNUJE NAWET TAKICH KRÓTKICH CHWIL JAK CZEKANIE NA WINDĘ (jak widać, żaden ze mnie miłośnik języka, a ja myślałam, że słuchanie mp3 w tramwaju to już coś) ! Ogólnie dla Pana Brześkiewicza WSZYSTKO może być bezproduktywnym czasem, jedzenie posiłku z rodziną także- a tyle się teraz mówi o spędzaniu czasu i rozmowie z najbliższymi….

A na sam koniec w telegraficznym skrócie pozostałe rady, które do tej pory wywołują uśmiech na mojej twarzy:
  •  Oglądaj zagraniczną telewizję kablową, jeśli takowej nie posiadasz, idź do sąsiada i pooglądaj sobie u niego :D, jeśli chcesz się dowartościować (tutaj autor mówi o udowadnianiu sobie i innym, że naprawdę znamy język) to możesz przetłumaczyć mu audycję ! – jak dobrze, że mój TV odbiera czeską telewizję. Już widzę minę sąsiadów, których nawiasem mówiąc nadal nie znam, jak przychodzę do nich i mówię „Dzień dobry, przyszłam pooglądać u Państwa czeską telewizję, mogę nawet coś przetłumaczyć”.
  • W krajach, w których nie zwraca się aż takiej uwagi na poprawność językową, nie musimy mówić poprawnie, a w krajach, w których jest ona wymagana, trzeba  koniecznie mówić poprawnie ! – tego nawet nie skomentuję
  • Autor zachęca nas do słuchania nagrań „nieświadomie” co także sama stosuję, ale nie wiem dlaczego uważa, że świetnym pomysłem jest słuchanie kasety i jednoczesne oglądanie telewizora  K…
Jedyna rzecz, z której skorzystałam to zawarcie umowy z kimś bliskim, w której zobowiązujemy się do nauki języka np. codziennie przez 15 minut. Chociaż teraz już sama nie wiem, czy faktycznie przynosi to oczekiwany efekt motywacyjny.

Podsumowując książka NIE JEST WARTA UWAGI, tym bardziej pieniędzy, które trzeba za nią zapłacić. Za tę kwotę można kupić zdecydowanie najlepszą książkę na tę chwilę na rynku Anny Szyszkowskiej-Butryn, ciekawszą pozycję autorstwa Martyny Jacenko (o tym w następnym poście)  czy po prostu przeznaczyć ją na materiały do nauki języka. Jeśli ktoś będzie jednak zainteresowany tą pozycją, to radzę poszukać w bibliotece lub w Internecie ;)… Polecam ją jedynie jako przestrogę JAK NIE UCZYĆ SIĘ JĘZYKÓW, a w szczególności przedostatni rozdział, gdzie autor pokazuje w praktyce, jak zapamiętać dni tygodnia, miesiące i pory roku w j. angielskim :D – ubaw po pachy.

sobota, 21 stycznia 2012

"Jak szybko opanować język obcy"-Anna Szyszkowska-Butryn

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda, bo postaram się od przyszłego tygodnia regularnie dodawać wpisy. W następnym poście napiszę, co robiłam w ostatnim czasie, a dzisiaj chciałabym poruszyć temat, który zapewne interesuje większość osób, które prowadzą, bądź czytają blogi językowe. 

Mam oczywiście na myśli sposoby na opanowanie języka obcego. Tematyka dotycząca szybkiego czytania, lepszego zapamiętywania, map myśli itp. nie są mi obce od wielu lat. Książki o tej tematyce stanowią dużą część mojej biblioteczki (postaram się w najbliższym czasie wrzucić zdjęcie mojej kolekcji). Wśród nich znajduje się także kilka książek, które stricte dotyczą metod nauki języków obcych.  Na początek wybrałam przedstawione poniżej cztery i w najbliższym czasie postaram się zamieścić ich recenzje.


Jak dotąd najlepsze wrażenie pozostawiła po sobie najmłodsza z nich czyli „Jak szybko opanować język obcy” Anny Szyszkowskiej-Butryn. Książka od samego początku przykuła moją uwagę w Internecie, ze względu na ciekawą grafikę znajdującą się na okładce. Pomimo wcześniejszych, niezbyt przyjemnych doświadczeń z tego typu książkami, podeszłam do niej z ogromnym entuzjazmem. Zarówno opis jak i spis treści wydały mi się na tyle interesujące, że przystąpiłam do czytania pomimo innych obowiązków.

Książka składa się z czterech części.
Pierwsza pod tytułem „Sekrety procesu uczenia się” rozpoczyna się ogólnym opisem przeszkód, jakie na swojej drodze napotykają wszyscy, którzy chcą opanować dowolny język obcy. 

Następnie autorka przechodzi do praktycznych rad związanych z tym, jak rozbudzić oraz utrzymać motywację. Przedstawia także techniki organizacji pracy- świetna rzecz dla osób, które dopiero zaczynają naukę języka, ale także i dla tych, którzy nie są zadowoleni ze swojej „językowej rutyny” i nie wiedzą co zrobić i jak zorganizować swoją naukę, żeby widzieć rezultaty swojej pracy.

Lektura trzeciego rozdziału pierwszej części przyniosła wiele zmian w moim sposobie postrzegania siebie i mojej nauki. Nie przesadzę, jeżeli powiem, że nastąpił wtedy przełom w całym moim myśleniu o nauce języków obcych. W tej części książki znajduje się TEST OKREŚLAJĄCY TYP INTELIGENCJI. Na początku chciałam go ominąć i przejść do dalszej lektury książki, ale coś mnie podkusiło, żeby jednak poświęcić chwilę czasu i odpowiedzieć na te pytania. Składa się on z 147 pytań, za każde otrzymujemy jeden punkt. Jednak po zrobieniu testu zabawa dopiero się zaczyna. Każde pytanie należy do innej grupy, dlatego zostaje nam później jeszcze podliczenie punktów dla każdej z nich i podaniu procentowego udziału w całości. Po dobrych kilkudziesięciu minutach pracy, w końcu otrzymałam wynik. 

Przyznam, że mnie bardzo zaskoczył, ale jak się później okazało, w swojej przeszłości intuicyjnie korzystałam z metod, które pasują do mojego typu inteligencji. Jak się okazało dominują u mnie głównie trzy typy:
-intrapersonalna
-matematyczno-logiczna
-duchowa

Zwykle przy opisywaniu sposobów szybkiej nauki wspomina się o kanałach percepcji świata: wzrokowiec, słuchowiec, kinestetyk i dotykowiec (o których autorka wspomina później), natomiast nie spotkałam się nigdy z tak szczegółowym opisem typów inteligencji i ich wpływu na naukę języka. Jeśli chodzi o mój wynik, to o ile typ intrapersonalny i duchowy mnie aż tak nie zdziwił, o tyle ten matematyczno-logiczny tak. Wiedziałam, że mam takie zdolności, ale nigdy nie pomyślałabym, że mają one także wpływ na moją naukę języka ! Dopiero po przeczytaniu szczegółowych opisów każdego typu, wszystko okazało się jasne- TO NIE PRZYPADEK, ŻE LUBIĘ GRAMATYKĘ ! To typowa cecha osób o tym typie inteligencji ! Zawsze czułam się z tym dziwnie, nieco „oldschool’owo”, bo przecież NIKT NIE LUBI GRAMATYKI- przynajmniej tak uważałam. Popularność zdobywają metody nauki, w których stawia się tylko na mówienie, a hasła zero gramatyki kuszą zewsząd. Na pierwszych zajęciach z czeskiego także usłyszałam głos grupy- OBY JAK NAJMNIEJ GRAMATYKI i wiedziałam, że mój głos nie ma szans. Nawet bym nie podejrzewała, że porządkowanie notatek, miejsca pracy czy wyszukiwanie słów kluczy to także element mojego typu inteligencji. Lektura tego rozdziału dała mi dużo do myślenia oraz jednocześnie podsunęła nowe pomysły na „naukę w zgodzie ze sobą”. Podsunęłam także ten test mojemu chłopakowi, który otrzymał całkowicie inny wynik z dwoma dominującymi typami i także przyznał, że uczył się korzystając nieświadomie po części z obu sposobów.

Na zakończenie pierwszej części autorka proponuje nam określić to, jak się będziemy uczyli: kiedy, gdzie, w jakich warunkach – np. gdzie będziemy siedzieć, z kim chcemy się uczyć itp. To także chciałam ominąć i przejść dalej, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że to co robię i jak się uczę , troszkę odbiega od tego ,jak to w rzeczywistości robię. Odpowiedziałam sobie np. że chciałabym się uczyć przy świetle dziennym w niezbyt nagrzanym pokoju- hmmm ciekawe tylko dlaczego zwykle uczę się wieczorem przy sztucznym oświetleniu i ogrzewaniu na full……

Druga część to „Skuteczne strategie nauki”, gdzie autorka podsuwa nam 51 POMYSŁÓW na naukę słówek, sposoby na gramatykę, techniki usprawniające rozumienie ze słuchu, polepszające czytanie w obcym języku czy zabawne ćwiczenia polepszające wymowę. Podkreśliłam pomysłów, ponieważ o wiele bardziej podoba mi się to słowo od powszechnie używanego słowa metoda, na które już jestem uczulona. Mam wrażenie, że z wielu stron jesteśmy ostatnio bombardowani METODAMI, a ich autorzy podkreślają, że są one JEDYNĄ drogą do opanowania języka. Tutaj mamy pomysły- jeśli jeden Ci się nie podoba, zobacz następny. Na dodatek przy każdym znajdziemy piktogram, przy którym typie inteligencji może on się najlepiej sprawdzić.

Wcześniej korzystałam z kilku wymienionych sposobów np. fiszek, które wymienione zostały na samym początku, ale poznałam także wiele sposobów na to jak zmodyfikować niektóre z nich. Napiszę o nich osobny post, ale tutaj wspomnę o jednym z pomysłów na usprawnienie wymowy, o którym przeczytałam i jestem w nim zakochana po uszy.

Jest to ćwiczenie polegające na wypowiedzeniu największej liczby słów, bądź dla bardziej zaawansowanych-zdań w obcym języku, w ciągu minuty. Wydawałoby się banalne, ale jednak po chwili okazuje się, że mamy pustkę w głowie. Przyznam, że najbardziej lubię to ćwiczenie, kiedy jestem w weekend w Poznaniu i z samego rana przemierzam trasę z dworca PKP do szkoły. Zwykle o tej godzinie nie ma jeszcze zbyt wielu ludzi na ulicach, dlatego mogę sobie na to pozwolić ;)- także jeśli ktoś z was zobaczy idącą i gadającą do siebie dziewczynę w stolicy Wielkopolski, to zapewne będę ja !

Trzecia część to opis różnych znanych metod, przedstawiony krótko w ramach ciekawostki. Znajdziemy tam także historie znanych poliglotów i opis stosowanych przez nich sztuczek- lektura doskonała, kiedy mamy chwilę zwątpienia.

Część czwarta przygotowana z myślą o leniwcach, czyli gotowe szablony do wykorzystania przy nauce wymienionymi wcześniej sposobami. Możemy kserować sobie do woli i wypełniać słówkami w wybranym języku.

Uważam, że jest to najciekawsza z dostępnych na rynku pozycji. Dużo treści, mało charakterystycznego dla takich książek „lania wody”. Widać, że autorka ma pojęcie, o czym pisze i przede wszystkim niczego nam nie narzuca. Nie wydaje poleceń typu 20 słówek, dwa razy dziennie o 16.00 i 19.00, tylko pokazuje jak wykorzystać naturalne predyspozycje przy poznawaniu języka. Myślę, że każdy znajdzie chociaż jeden sposób, który przypadnie mu do gustu. Jeśli ktoś chce wydać pieniądze i zainwestować w książkę tego typu to serdecznie polecam tę pozycję na początek . Jak dla mnie 5+ . 
Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że ta recenzja pomożę komuś podjąć decyzję o zakupie, badź wypożyczeniu tej książki.

Czy może ktoś z was widział, słyszał bądź ma już tę książkę? Jakie jest wasze zdanie na jej temat? Jakie macie doświadczenia z tego typu książkami?

czwartek, 29 grudnia 2011

Język niemiecki- powrót do gimnazjum ;) ?

Dzisiejszy spacer do Biblioteki Uniwersyteckiej zaowocował wizytą w jednej z księgarni z tanimi książkami (Wrocławianie pewnie znają Dedalusa ;) ). Do tego miejsca powinnam mieć oficjalny zakaz wstępu, ponieważ każda wizyta kończy się u mnie nieplanowanym zakupem. No ale przechodząc do rzeczy skąd ten tytuł?

Podchodząc do półki z materiałami do języków obcych mój wzrok zwykle kierował się na książki do nauki języka rosyjskiego, bo o materiałach do czeskiego mogę zapomnieć. Niestety asortyment od jakiegoś czasu pozostaje niezmieniony, także wszystko co planowałam kupić już mam. Dziwnym trafem mój wzrok powędrował w kierunku książek do języka niemieckiego. 

Wśród wielu słowników itp. Wypatrzyłam jedną pozycję, która przykuła moją uwagę Testy-Egzamin gimnazjalny wydawnictwa Edgard :D. Nie wiem co mnie ku temu skłoniło, lata nauki w gimnazjum mam już dawno za sobą, ale stwierdziłam, że pooglądać zawsze można. Jakie było moje zdziwienie kiedy zauważyłam cenę- 4,50 zł ! Po wnikliwym przeanalizowaniu opisu na okładce (książka była zafoliowana także nie mogłam obejrzeć zawartości) postanowiłam, że biorę ją ! Wzrok mojego mężczyzny gdy, zobaczył co upolowałam- BEZCENNY. Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia na jakim poziomie jest egzamin gimnazjalny z języka niemieckiego, ale pomyślałam, że będzie to ciekawa forma powtórki tego czego uczyłam się przez tyle lat. Ogólnie zaaferowana moim jakże doskonałym pomysłem powrotu do języka niemieckiego, sięgnęłam po kolejną pozycję Gramatyka języka niemieckiego dla gimnazjum wydawnictwa Rea. Akurat kilka egzemplarzy tej książki nie było zafoliowanych, więc mogłam bez problemu zapoznać się z zawartością. Na pierwszy rzut oka- bardzo ładnie wydana, miła dla oka, do wszystkich zagadnień gramatycznych ćwiczenia, jednym słowem BOMBA. Kiedy zobaczyłam cenę 7,50 zł to już prawie podbiegłam w podskokach do kasy ;). Jeśli ktoś będzie zainteresowany dokładniejszą recenzją, to za jakiś czas mogę napisać bardziej wnikliwą recenzję.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym kupiła tylko dwie książki. Moja domowa biblioteczka wzbogaciła się o Czechy i północna Austria nawigator turystyczny Carta Blanca,  samochodową mapę Czech i Słowacji, piękną laminowaną mapę Pragi oraz Angielski easy- PODRÓŻUJĘ wydawnictwa Larousse.

Dzisiaj doszła do mnie także wyczekiwana paczka z etui na CD z allegro. Nawet nie myślałam, że będą takie ładne, teraz wszystkie płyty językowe mam w jednym miejscu i to za 5 zł za sztukę ;).
Wczoraj natomiast dostałam wylicytowane 4 czeskie filmy- jeden mam już za sobą. Rozumiem coraz więcej co mnie niezmiernie cieszy.

Wiem, że ten post ma charakter nieco przechwałkowy, ale chciałam się z wami podzielić wiadomością o moich zdobyczach J.

środa, 21 grudnia 2011

Kurs językowy ESKK- pierwsze wrażenia

Nad kursem językowym ESKK zastanawiałam się już od samego początku mojej przygody z czeskim. Niestety pierwszym i podstawowym czynnikiem, który osłabiał moje zainteresowanie była CENA. Cena 74.90 zł za pakiet miesięczny przez 20 miesięcy to stanowczo za wysoka kwota jak dla mnie. Ściągnęłam ze strony internetowej lekcję próbną, która na moje nieszczęście przypadła mi do gustu. Przeszukałam Internet w poszukiwaniu opinii na temat kursu, niestety Google na ten temat milczy ;). Znalazłam jedynie ofertę sprzedaży wszystkich zeszytów, jednak cena pomimo tego, że była o wiele niższa od kwoty za cały kurs, to jednak nie mogłam sobie pozwolić na jednorazowy wydatek rzędu 500 zł.

Od tamtego momentu moje zainteresowanie kursem zmalało do zera. Pomyślałam, że może kiedyś w przyszłości sobie na niego pozwolę, ale na tamtą chwilę temat uważałam za zamknięty.
Niestety pewnego dnia znajoma z kursu (pozdrawiam panią Grażynę jeśli mnie czyta ;) ) zaczęła opowiadać  o świetnym kursie, dzięki któremu jej koleżanka nauczyła się czeskiego na poziomie, który umożliwiał jej swobodną komunikację w czasie wycieczek do Czech. Dodała, że koleżanka nie korzystała z innych materiałów, jedynie z tego kursu. Oczywiście ja jako nałogowy zbieracz wszystkich materiałów do czeskiego byłam bardzo zainteresowana faktem, co to za tajemniczy kurs, o którym jeszcze nie słyszałam. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że chodzi właśnie o kurs ESKK. Jak się później okazało pani Grażyna kilka dni później dostała swój zamówiony pakiet lekcyjny i wyrażała się o nim w samych superlatywach. Mój wewnętrzny głos powtarzał mi, że ten kurs jest mi niepotrzebny, że mam już sporo materiałów i nie będę miała czasu na kolejne.

Kiedy przezwyciężyłam po raz kolejny chęć zamówienia tego kursu, otrzymałam pewnego maila. Zapomniałam, że przy pobieraniu darmowej lekcji na stronie ESKK podałam swój adres e-mail. No i stało się, dostałam informację o promocji dotyczącej kursów. Ogólnie zasada była prosta zapłać w terminie za połowę kursu, drugą otrzymasz za darmo. Powoli zaczęłam wymiękać…. Po rozmowie z moim chłopakiem, a raczej kilku rozmowach, doszliśmy do wniosku, że jeśli chcę to powinnam zamówić ten kurs. Gdyby nie jego aprobata to pewnie nie zdecydowałabym się na niego, ale wtedy poczułam się usprawiedliwiona ;).

No i jest. Kilka dni temu zawitała do mnie pani listonoszka z pierwszą paczką zawierającą segregator, pierwszy zeszyt z lekcjami 1-2, płytą audio, ulotkami, certyfikatem potwierdzającym uczestnictwo w kursie i jak to się ładnie nazywa- informacją finansową dla studenta.

Pierwsze wrażenie jest pozytywne, poza jednym szczegółem. Muszę zapłacić 25 zł wpisowego :[. Do kursu wydawnictwo dodatkowo oferuje nam za „drobną opłatą” 9,90zł etui na CD- za to podziękowałam, kupiłam sobie 2 na allegro-5 zł za sztukę w moim ulubionym czerwonym kolorze (przyda się do wszystkich płyt językowych, w końcu będą w jednym miejscu) oraz program Supermemo za 19,90 zł do nauki słówek- wolę swoje fiszki, a poza tym szukajcie a znajdziecie ;) i nie zapłacicie…

Teraz raz w miesiącu będę otrzymywać pakiet 2 lekcji, zadania domowe będę wysyłać mailem, a jeśli do października będę za wszystko płacić na czas, to za kolejne 10 pakietów nie będę musiała (teoretycznie ;) ) płacić. Po ukończeniu kursu mogę przystąpić do  ich wewnętrznego egzaminu i otrzymać certyfikat- pożyjemy zobaczymy….

Za jakiś czas postaram się napisać coś więcej na temat, na tę chwilę nic więcej nie mogę dodać.
Macie jakieś doświadczenia związane z kursami ESKK??

poniedziałek, 21 listopada 2011

Moje materiały do języka czeskiego cz.1

Dzisiejszą notką chciałabym rozpocząć cykl postów dotyczący moich materiałów do nauki języka czeskiego, a w przyszłości także do innych języków, których się uczę :)

Jako pierwszy pod lupę idzie najpopularniejszy kurs ( wg.mnie ) wydawnictwa Edgard.
Każdy kto podjął decyzję o nauce języka czeskiego, bądź chociaż interesował się materiałami do tego języka, wie doskonale jak ciężko jest dostać COKOLWIEK, co wspomogłoby naszą naukę. Zwykle to co widzimy w księgarniach to pojedyncze rozmówki, które raczej nie zachwycają swoją zawartością.
W większości księgarni, które posiadają w swym asortymencie materiały do nauki języków obcych spotkać możemy serię kursów podstawowych wyd. Edgard. Wśród nich znajduje się także kurs do języka czeskiego, który z moich rozmów z innymi uczącymi się czeskiego, był pierwszym kursem z jakim zwykle mieli do czynienia. Ja chcąc kupić swój nie musiałam go długo szukać, ani chodzić po wielu księgarniach = plus za dostępność.

Po rozpakowaniu pudełka naszym oczom ukazuje się cienka książeczka 120 str. Oraz pudełko zawierające 2 płyty CD. (128 minut nagrań).  Spoglądając na spis treści widzimy, że kurs zawiera 12 lekcji ( czyli tyle co inne kursy edgarda, które posiadam), które dotyczą podstawowych aspektów życia człowieka: pracy, rodziny, jedzenia, wakacji, podróżowania i komunikacji,  czasu, pór roku itp.

W książeczce ( gdyż ze względu na jej gabaryty aż trudno mi nazwać ją książką) znajdziemy także kilka ciekawostek dotyczących Czech i obyczajowości mieszkańców tego pięknego kraju. Jak dla mnie stanowczo za mało informacji tego typu. Uwielbiam zapoznawać się z takimi „smaczkami”. Uważam, że dzięki takim ciekawostkom łatwiej nam zanurzyć się w kulturze danego kraju i przez to mamy większą motywację do nauki języka. Niestety informacje z ramek w kursie Edgarda przeczytałam w tramwaju, jadąc kilka przystanków do supermarketu ;).

Pierwsze 25 stron to skrócona gramatyka, super rozwiązanie dla osoby, która nigdy wcześniej nie zetknęła się z czeską gramatyką i chciałaby poznać jej podstawowe założenia. Oczywiście dla osoby uczącej się języka jest ona niewyczerpująca i raczej trudno szukać tam odpowiedzi na dręczące nas pytania. No, ale w końcu to kurs na poziomie A1-A2….
Co do samego kursu to ma on nas w szybkim czasie zapoznać z podstawowym słownictwem, zwrotami i odmianą czasowników, dotyczących poszczególnych tematów. Ja każdy temat wykorzystuję do tworzenia sobie fiszek (o tym osobny post), ponieważ ładnie pogrupowane słownictwo pozwala na szybkie przeniesienie go na kartoniki.

Najbardziej jednak jestem zadowolona z dołączonej płyty. Nagrania są wyraźne ( bardzo podoba mi się glos lektorów) i krótkie (dzięki czemu mogę słuchać materiału partiami, nawet wtedy kiedy mam tylko chwilę przerwy). Do moich językowych nagrań mam osobne mp3, żeby nie zaśmiecać sobie pamięci na telefonie i nie mieszać ich z muzyką. Forma kursu nie wymaga tego abyśmy w chwili słuchania korzystali z dołączonej książeczki.

Niestety w kursie znajdują się błędy zarówno w druku jak i na dołączonych nagraniach :( co jest dużym minusem przy tego typu materiałach.

Cena kursu to 29,90 zł- czyli standardowo jak na Edgarda. Czy to dużo? I tak i nie.

Podsumowując uważam ten kurs za całkiem niezły jak na początek naszej przygody z językiem czeskim, szkoda tylko, że wydawnictwo Edgard nie wypuściło (jak na razie mam nadzieję) Czeski Krok Dalej, bo taką pozycją byłabym bardziej zainteresowana.
Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania to piszcie śmiało w komentarzach :)