Swój poprzedni post poświęciłam opisaniu metody jaką jest nauka słówek za pomocą fiszek. W dzisiejszym poście chciałabym dokładniej opisać swoją „rutynę fiszkową”.
Zwykle słownictwo, które umieszczam na kartonikach to słówka, które pojawiły się na ostatniej lekcji czeskiego w szkole językowej. Wypisuję je sobie wszystkie z tekstu na czystą kartkę A4. Słówka uzupełniam później innymi z danej tematyki, których po prostu zabrakło w tekście np. ostatnio wypisywałam wszystkie nazwy owoców i warzyw po czesku, a słownictwo z Edgarda nie wyczerpywało tematu, dlatego z pomocą słownika i rozmówek uzupełniłam je o nazwy różnych odmian orzechów, rodzaje sałat i owoców morza- czyli to co uwielbiam najbardziej ;) ( mam wrażenie, że będą mi bardziej potrzebne niż słowo pietruszka) . Na przepisywanie słówek na kartkę wykorzystuję zwykle wolne chwile, np. przerwy pomiędzy zajęciami, czas spędzany w pociągu- ostatnio było to aż 16 godzin :O !, chwilę kiedy oglądam coś w telewizji ( w końcu mam telewizor :D). Zwykle wtedy nie muszę zbytnio skupiać swojej uwagi, dlatego wypisywanie słówek jest idealnym dodatkiem.
Kiedy już uznam, że ilość słów jaka znalazła się na kartce jest wystarczająca, zaczynam przepisywać je na fiszki in blanco. Zajmuje mi to naprawdę niewiele czasu, słucham wtedy czeskiego radia i automatycznie przepisuję każde wyrażenie, czasem dodaję pod słówko jakieś zdanie z tekstu itp.

Po kilku godzinach od zrobienia fiszek
przeglądam je pobieżnie i na kupkę odkładam kartoniki, z którymi miałam problem. Do segregowania fiszek przydaje się pudełko memobox z wydawnictwa Cztery Glowy, które dodane było do książki
Naucz się uczyć- Sebastiana Leitnera, którą ostatnio kupiłam całkowicie przypadkiem, nie był to planowany zakup i jak na razie nie chcę się za bardzo wypowiadać na temat samej książki. Pudełko jest ok, chociaż wiem, że można je spokojnie wykonać samemu i nie ma sensu wydawać pieniędzy specjalnie na nie. Minusem jednak jest to, że jest ono z kartonu co oznacza, że nie jest mobilne (na pewno nie odważyłabym się go wrzucić do swojej torebki, bo zostałoby przez nią pochłonięte ;) ).
Kiedy chcę większą ilość fiszek zabrać ze sobą np. gdy jadę do rodziców na weekend, to wykorzystuję do tego celu pudełko po tabletkach z magnezem :D- całkiem dobrze się sprawdza. Wiem, że dostępne są plastikowe pudełka na fiszki, ale jak na razie szkoda mi wydawać na nie pieniędzy, kiedy na liście życzeń czeka kilka książek.

Pudełko memobox podzielone jest na 5 przegródek, także zapamiętane fiszki po przeglądnięciu przeskakują na następny poziom, a reszta pozostaje w 1 przegródce. Po kilku dniach w ramach powtórki przeglądam fiszki po raz kolejny i te, z którymi nie miałam problemu awansują do kolejnej przegródki, a słówka niezapamiętane wracają do 1. Staram się dosyć szybko uporać z każdą partią materiału, ponieważ nie ukrywam, że fiszek jest dużo i gdybym sobie odpuściła, to ilość kartoników przerosłaby mnie. Raz na jakiś czas robię sobie duuuży kubek pysznej kawy i siadam do fiszek, które przerobiłam już jakiś czas temu. Jeśli okaże się, że jakiegoś słówka nie pamiętam, pomimo tylu powtórek, to po prostu włączam je do partii, którą aktualnie przerabiam J.

Zawsze staram się mieć przy sobie kilka kartoników w torebce (do transportu super sprawdza się etui na wizytówki, ja swoje kupiłam za jakieś 4 zł w Tesco, drugie dostałam w jakimś konkursie jako gadżet reklamowy) i te 20 kartoników spokojnie przeglądam sobie w tramwaju, w kolejce do lekarza, w samochodzie ( wtedy kiedy nie muszę kierować of course ;) ) bądź przed zajęciami, kiedy mam chwilę czasu.
Mam nadzieję, że do końca roku odważę się już korzystać z gotowych talii, bo jest to szybsze i wygodniejsze, jednak dopóki ta metoda mi się nie znudzi i mam na nią czas, to nadal będę ja praktykować J.